- Trzeba teraz tylko znaleźć dobrego wykonawcę, bo pamiętasz jak Pan Igrek przestrzegał przed – jak on to ładnie określił – różnymi „papudrakami” – powiedziała z przejęciem Pani Iks. – Jak myślisz, gdzie powinniśmy szukać?
- Na początek sprawdzić te dwie firmy, o których wspominał projektant. Mówił, że jedna jest absolutnie nie do pobicia jeśli chodzi o cenę, a przy okazji w miarę wiedzą co robią. Skoro możemy sporo oszczędzić to trzeba spróbować. To ponoć nie jakaś wielka korporacja raczej, manufaktura rzemieślnicza ale znają się na rzeczy. Druga, z kolei, buduje bardzo dużo i u nich cały proces idzie bardzo szybko! To też istotne, bo po tym kilkumiesięcznym okresie oczekiwania na pozwolenie jest szansa wreszcie przyspieszyć!
Pani Iks, pełna zapału, rozpoczęła od umówienia spotkań u wykonawców. Oprócz tych dwóch, do których polecenia dał im Pan Ygrek, znalazła jeszcze kilka innych obiecująco wyglądających przynajmniej przez pryzmat stron internetowych, a które oferowały budowę domów w technologii szkieletowej. Po umówieniu się na spotkania, z powrotem oddała się swojej ulubionej części całego procesu - planowaniu każdego detalu ich wymarzonego domu.
Pierwsza firma, z którą obiecująco rozpoczęli spotkanie, a która miała wspaniałe referencje, niestety zaskoczyła ich informacją, że mają dostępność dopiero za około ¾ roku. O kosztach budowy w zasadzie nie było po co rozmawiać, bo przecież nie tak wyobrażali sobie realizację swojego marzenia. Druga, chwalona za terminowość, nie mogła zapewnić wymaganej przez Panią Iks wizji, twierdząc, że niektóre z przewidzianych w projekcie elementów są zbyt zaawansowane i nie dadzą rady zaimplementować pomysłów projektanta w projekcie wdrożeniowym na produkcji. Firma była nastawiona na produkcję masową i powtarzalne montaże, tymczasem Państwo Iks mieli projekt bardzo zindywidualizowany. Kolejne firmy z obdzwanianej listy, którą opracowała sobie Pani Iks też „wymyślały” jakieś dziwne powody dla których nawet spotkania nie miały sensu…
Rozczarowana, Pani Iks podzieliła się swoimi obawami z mężem. – Obawiam się, że nigdy nie znajdziemy kogoś, kto spełni nasze oczekiwania – jęknęła, opierając głowę na jego ramieniu.
Pan Iks, następnego dnia sam zaangażował się w poszukiwania lokalnych firm budowlanych, o których „dobrze się mówi”. Wśród potencjalnych zleceniobiorców znalazł wykonawcę, który przez niemal wszystkich swoich klientów był określany najczęściej mianem specjalisty i pasjonata. Choć budował domy z wykorzystaniem prefabrykacji to jednak jego zakład nie był wielką fabryką produkującą setki domów rocznie, raczej manufakturą rzemieślniczą. – A może spróbujemy z tymi? – zaproponował żonie. – Może ta firma zaprezentuje podejście jakiego oczekujemy i okaże się, że znaleźliśmy prawdziwy skarb?
- Spróbujmy! Jutro do nich zadzwonię i umówię się na spotkanie, jak najszybciej.
Pani Iks udało się umówić na spotkanie za dwa dni. W spotkaniu oprócz właściciela, pana Marka, uczestniczył jeszcze Project Manager – Pan Łukasz. Panowie poproszeni o zaprezentowanie się przedstawili Państwu Iks swoje najciekawsze realizacje i okazało się, że istotnie – wiedzą o czym mówią, zwłaszcza, że , a jego pasja do budownictwa była widoczna w każdym słowie. Z entuzjazmem opowiadał o materiałach, z których korzysta, o etycznym podejściu do pracy oraz o dbałości o detale. To, co najbardziej urzekło Panią Iks, to jego otwartość na wszelkie sugestie oraz zdolność słuchania ich potrzeb.
Wkrótce państwo Iks podpisali list intencyjny, będący pisemnym potwierdzeniem obietnicy złożonej przez Pana Marka, że budowa ruszy w ciągu miesiąca, o ile uzyskają kredyt. I o ile tylko będzie to dość krótki czas. Na myśl o tym, jak w końcu zrealizują swoje marzenia, Pani Iks z ekscytacją zaczęła planować różne aspekty wnętrz, a Pan Iks, z satysfakcją, w końcu poczuł, że wszystko zmierza w dobrym kierunku.
Jednak, kiedy udali się do banku, aby złożyć wniosek o kredyt